sobota, 6 sierpnia 2011

Ta z kobiet, która nie ma w co się ubrać


Choć garderoba pęka w szwach, wieszak upchany obok wieszaka, ja jak zwykle twierdzę, że „nie mam w co się ubrać”. A bo to do tego nie pasuje, a tamto do tamtego, to za ciasne to za szerokie i tak w kółko.
 I cóż kobieta w moim położeniu może uczynić – po prostu sobie uszyć coś. Wygrzebałam z szafy materiał, który kiedyś kupiłam na Allegro z myślą o torebce, ale jakoś nie mogłam się zabrać za jej szycie. Aż dnia pewnego wpadłam na pomysł o powiększeniu zasobów garderoby. Co prawda materiał skroiłam na długość sukienki, poczym zaczęłam tak mocno kombinować przy podłożeniu dekoltu, że całą górę byłam zmuszana odciąć i w ten sposób powstała… tunika.





A tu wyrysowałam wykrój, jak widać każdy mógłby taką uszyć, bo jest banalnie prosty.



Szwy boczne niekoniecznie muszą iść po linii prostej, mogą iść po łuku wówczas bluzka będzie bardziej dopasowana w talii, ale to już kwestia indywidualna. Dekolt, rękawy i dół zabezpieczamy przez podwójne podwinięcie i przeszywamy ściegiem prostym. Ja dodatkowo ozdobiłam rękawy- powiedzmy że falbanką, bo nie wiem jak to określić. Po prostu wycięłam pasek materiału, złożyłam na pół i doszyłam tworząc zakładki.
 
Ach nasunął mi się jeszcze pewien wniosek. Nie ma co za dużo kombinować bo można przekombinować (tak jak ja przy dekolcie). Czasem najprostsze rozwiązania są najlepsze. Wystarczające będzie po wykrojeniu otworu na głowę, podwinąć materiał dwa razy, wąsko, na ok. 0,5 cm i przeszycie. Na szczęście moja tunika miała być sukienką, więc po totalnym zeszpeceniu dekoltu miałam jak ratować się z sytuacji, ale jeślibym skroiłam materiał na długość typowej bluzki, to już nie specjalnie miałabym co odciąć.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Komentarz jest dla autora bloga czymś wyjątkowym
Dziękuję za to, że chcesz się wypowiedzieć :)